sweetblack blog

Twój nowy blog

żyję.

Brak komentarzy

Moi drodzy,

żyję.

pozdrawiam,

Kaja

Robert Krasowski
Pochwała kultury masowej 
  
Z góry się przyznaję: lubię kulturę masową. Śmieszą mnie jej dowcipy, ciekawią jej bohaterowie. Nie potrafię z nią żyć nonstop, ale nie ma serialu, którego bym nie znał, nie ma programu, którego bym nigdy nie widział, nie ma gwiazdy, której bym nie rozpoznał. Mało tego. Mnie także, jak i wszystkich, dotyczy ta prawidłowość, że stałymi odbiorcami tej kultury są moi najbliżsi. Matka, wujowie, sympatyczna sąsiadka, uprzejmy listonosz. Kiedy więc słyszę ataki na masowy gust, to wiem, że właśnie o nich chodzi. I budzi się we mnie wrogość.
Najbardziej irytujące jest to, że krytycy kultury masowej udają, że nie ma ona historii, która pokazałaby, jak przesadne są obawy na jej temat. Bo zrodziły się one sto lat temu, wraz z narodzinami demokracji. Wtedy elity dostrzegły jak bawią się masy, o czym marzą, czego chcą. I przeżyły szok. Zobaczyły, że władza dostała się w ręce analfabetów, pozbawionych majątku, wierzących wszystkim demagogom. Społeczeństwo masowe, dyktatura mas czy wreszcie sławny „bunt mas” Gasseta – to były hasła, które strącały elitom sen z powiek.
O dziwo nic się nie stało. Dzięki kulturze masowej. Bo to ona – i to w swych najgłupszych produkcjach – ucywilizowała biedotę. Filmy, reklamy, supermarkety, choć nastawione na komercyjne cele, przy okazji uczyły rzeczy ważniejszych niż subtelny gust. Uczyły higieny, uczyły, że żony się nie bije, że z bólem idzie się do lekarza. Z jej przekazów rodziła się potrzeba edukowania dzieci, posiadania ładnych przedmiotów, dbania o własny wygląd.
Ówczesne elity widziały w tym jedynie pretensjonalność i tandetę. W teatrach wyśmiewano się z fabuł popularnych melodramatów, z nieporadnego wykwintu pań sklepowych, z pańskich póz fryzjerów. W rodzinnych wycieczkach do supermarketów szukano złośliwych analogii do napadów na arystokratyczne majątki, w czasie których zrewoltowane tłumy rozkradały pałace, a potem z dumą paradowały z nocnikami na głowach.
Mijały lata, a dzieci wyśmiewanych „kulturowych półproduktów” zdobyły wykształcenie i wdarły się na szczyty społecznej hierarchii. A społeczeństwo masowe stało się ostoją stabilnej demokracji. Nawet ludzie stojący najniżej w hierarchii osobistej kultury okazali się wystarczająco cywilizowani, by zrozumieć i docenić demokratyczne reguły. I sprawiły to cywilizacyjna działalność kultury masowej oraz rosnąca zamożność, które pozwoliła zrealizować masowe marzenia. 
Tyle historii. W przypadku Polski niedawnej, bo to w ciągu ostatnich 10 lat zginęła cywilizacyjna przepaść między Polakami. To, co rozrywało rozwarstwienie majątkowe, umiejętnie zszywała właśnie kultura masowa. Wejdźmy dziś do supermarketu. Kierowca nie różni się od klienta, którego wozi, a sprzątaczka od doktorantki. Wszyscy szukają najładniej opakowanego serka, delikatnej ściereczki do okularów, barwnej rękawicy kuchennej. Nawet papier toaletowy wybierają pachnący. Dziś robotnik budowlany nie wygląda jak łajza, jak to było jeszcze 10 lat temu. Ma ładny kombinezon, kolorową czapkę, a w teczce kilka torebek kawy capuccino, którą wypija w czystej filiżance. Jego córka nie wstydzi się, gdy ojciec odbiera ją ze szkoły. I to jest cywilizacja! Zaszczepiła ją Polakom owa wzgardzona kultura masowa. 
Co na to krytycy kultury masowej? Ani słowa. Z uporem powtarzają obawy sprzed wieku, z uporem pomijają jej osiągnięcia. 

Większość nieporozumień wokół kultury masowej bierze się z przeoczenia jej istoty. Tego, że jest ona po prostu wesoła. Oraz że stworzenie wiecznie pełnego źródła radości jest osiągnięciem na miarę rozpalenia pierwszego ogniska. Bierzemy telewizyjnego pilota i w zależności od upodobań komedią, romansem, gołą babką lub sportem przenosimy się do świata naszych marzeń. Że jest w tym jakaś słabość? Oczywiście. Że nie zawsze są to wyszukane radości? I to jest prawdą. Ale te prawdy układają się w banał – człowiek nie jest istotą doskonałą. 
Mało tego. Kultura wysoka nie może zgłaszać pretensji wobec jakości masowej rozrywki, odkąd sama zrezygnowała z dostarczania rozrywki. Nie ma już Molierów, Szekspirów, Arystofanesów. Przy czym zatem ludzkość ma się bawić – przy wierszach Miłosza, przy mszach Pendereckiego, przy filmach Wajdy? Mamy dziś podział pracy – kultura wysoka jest śmiertelnie poważna, a kultura masowa ostentacyjnie rozrywkowa. Wszyscy dobrze się z tym czują, poza krytykami. Ich jednak chciałem zapytać, czy pamiętają jeszcze tę kulturę wysoką, która starała się bawić ludzi? Czy pamiętają Gargantuę i dziesiątki sposobów na podcieranie zadka, szczegóły spółkowania z Brantôme’a, dowcipy Falstaffa, albo pewnego porucznika z Haška, który wsadzał sobie rybę do dupy i udawał syrenę? Naprawdę trzeba mieć krótką pamięć, by postrzegać historię kultury jako grę subtelności i wyrafinowania. 
Najzabawniejsze jest jednak co innego. Obrońcy elitarnego gustu wcale nie chcą tego, co sami głoszą. Dowód? Wystarczy na chwilę wyobrazić sobie kulturę masową opartą o elitarne wzorce… Chwila minęła. Otóż pytam się teraz naszych krytyków, czy zamiast „tandetnych” brazylijskich seriali o miłości chcą oferować „subtelne” kawałki erotyczne z Witkacego, Henry Millera czy Charlesa Bukowskiego? A może z Geneta?
Jednym tekstem nie sposób wyprostować wszystkich stereotypów. Ale nie mogę nie wspomnieć o tzw. prasie kobiecej krytykowanej głównie przez prawicę. Otóż ma ona większe zasługi dla promowania rodziny niż wszystkie partie prawicy razem wzięte. Bez natrętnej moralistyki ciepło opisuje ludzi, ich rodziny, ich marzenia. Nikogo nie poucza, nie prowadzi ideowych krucjat. Bawi, pociesza, a uwagę Polaków skupia na rodzinie, domu, gotowaniu i wychowywaniu dzieci. Czego chcieć więcej? 

I najważniejsza kwestia. Otóż nie wiem, czy elity naprawdę nie lubią kultury masowej. Wiem natomiast, że nie lubią kultury wysokiej. Liczba profesorów, doktorów, reżyserów, plastyków, kompozytorów, krytyków sugerowałaby, że elitarna twórczość powinna mieć przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy odbiorców. Tymczasem tomiki poezji sprzedawane są w nakładach kilkuset egzemplarzy, galerie odwiedza kilkadziesiąt osób, a płyty… Cóż, żyjemy w kraju, którego elity poznały Góreckiego poprzez brytyjską listę przebojów. 
Smutna prawda jest taka, że polski intelektualista niczego już nie czyta, niczego nie słucha, niczego nie ogląda. Może nie ma czasu? Wpada na kwadrans na uczelnię, by odebrać korespondencję, a potem tłumaczy Harlequina i kładzie sieć komputerową w zaprzyjaźnionej instytucji. Rozumiem frustrację, rozumiem poczucie upadku, ale to jest wasz upadek, a nie mas. One akurat pną się do góry.
Dokonuje się to właśnie poprzez kulturę masową. Dlatego nie musimy się wstydzić polskiej kultury masowej. Powstała z niczego, a już po dziesięciu latach dała Polsat i TVN, dała „Vivę” i „Twój Styl”, „Zetkę” i RMF, dała Pasikowskiego i Ślesickiego, Pazurę i nowego Lindę, dała wydawnictwo Pruszyńskiego. Bo to właśnie jest polska kultura masowa, a nie kilka programów erotycznych, które się wbiło w pamięć krytyków. Dzięki niej żyje się nam przyjemniej i śmiejemy się częściej niż kiedyś.

Francis Picabia

„Jesteście oskarżeni, wszyscy; podnieście się. 

Mówca do was nie przemówi, póki nie wstaniecie.
Stać jak podczas Marsylianki, 
Stać jak podczas hymnu rosyjskiego,
Stać jak podczas God save the King,
Stać jak przed sztandarem.
I stać jak przed Dada, które reprezentuje życie i które oskarża was o miłość wszystkiego przez snobizm, wszystkiego, co ma już cenę. [...] Szacunek sprzedaje się i kupuje jak tyłek. Tyłek, tyłek uosabia życie, podobnie jak frytki, a wy którzy jesteście wszyscy poważni, wy cuchnąć będziecie gorzej niż krowie gówno. [...] Gwiżdżcie, krzyczcie, mordę mi stłuczcie i co dalej, co dalej? Powiem wam jeszcze, żeście frajerzy. Za trzy miesiące, moi przyjaciele i ja sprzedamy wam za kilka franków nasze obrazy”.

 

**********

Popadam w monotonie.

Za dużo już sztuki, obrazów, architektury nawet zawiłe ornamenty są już nic nie znaczącymi szlaczkami… ciagle tylko przeglądanie reprodukcji, analizowanie, referowanie, recenzowanie.. nawet galerie mi juz zbrzydły… a tak uwielbiałam to wszystko… sztuka.. im wiecej o niej wiem tym bardziej nienawidze, a jednak nadal kocham. 

***********

„Kunszt polega na tym by wszystlko bylo fikcyjne a zdawało się rzeczywiste..”

***********

Ostatniej Jesieni zwiedzałam Francje.. byłam wszędzie gdzie warto być, piłam najlepsze francuskie wina i szampany, jadłam najbardziej śmierdzące francuskie sery, zwiedziłam najwspanialsze i najsławniejsze galerie i muzea i  swietnie się bawiłam. Przedostatniego Lata zwiedziłam Włochy, wspaniałe mista, fantastyczny Rzym, błękitny adriatyk i rewelacyjna kuchnia. A w te wakacje bede pracować, i za rok pojade do Japoni. Dośc zwiedzania tylko dla Sztuki i Zabawy. Chce poznac kraj który od zawsze mnie fascynował.. takie moje małe marzenie. 

 

new day

3 komentarzy

Żyje! 

Po prawie 2 latach nieobecności na blogu, oznajmiam że żyje.

 Ze zdzwieniem spostrzegłam ze nadal tu ktos zagląda,miło, bardzo  miło, dziekuje serdecznie. 

 Ostatni mój post informuje o dostaniu głównej roli w przedstawieniu

które miało się odbyć na zakończenie roku w szkole teatralnej. Niestety

(teraz wydaje mi sie ze może to i lepiej) nigdy nie doszło o dowystawienia przedstawienia. 

Rozczarowanie zaowocowało zmianą zainteresowań.  

 Można by rzec ze jestem inną osobą.

„nie jestem tym, kim byłam w przeszości” < to cytat z jakiegoś starego filmu, ale jakże tutaj pasuje. 

Postaram się czasem pisac. Może poznacie mnie na nowo. 

pozdrawiam. 

Teatr Cofeina
spektakl Pt: ‘Kofeina’

K.G – Weronika
H.Z – Dominika
K.F – Anita Tracz
A.R – Helena
K.K – Agata
M.K – Łucja
O.Z – Karina

Scenariusz – K.G i H.Z
Reżyseria – P.F

Premiera – 12 maja 2007
Podczas Wieczoru Teatralnego w Domu Kultury Świt
03-371 Warszawa, ul.Wysockiego 11
Początek: godzina 18.00

Druga prezentacja – 16 maja 2007
Podczas Tygodnia Teatralnego w Bielańskim Ośrodku Kultury
01-913 Warszawa, ul. Goldoniego 1
Początek: godzina 18.00

Debiutująca grupa teatralna „cofeina” zaprasza na swoje autorskie przedstawienie Pt; Kofeina.

Weronika jest młodą, wykształconą dziewczyną. Prowadzi kawiarnię, którą odziedziczyła po śmierci ojca. Może się wydawać, że wszystko układa się po jej myśli. Ale czy tak jest na pewno? Co dręczy Weronikę? Czy uda jej się uporać z duchami przeszłości?
Weronika za namową terapeutki zaprasza do kawiarni przyjaciółki ze szkolnych lat. Chce żeby pomogły zrozumieć jej pewne wydarzenie zza czasów szkoły.. Wydarzenie, które zmieniło jej życie.
Historia o siostrzanej miłości, przyjaźni, bezsenności i.. Kawie.

<<<

bezsennosci wielki powrót.
nie mogę spać.
bardzo irytujące się to robi.
sekundy dlużące sie jak minuty, minuty trwające godzinami…
a w dzien żywy trup.

a było juz tak cudownie.. ponoc złe rzeczy przytrawiają sie trójkami…
-szkoła.. < jest źle.
-zdrowie < cudowny bezgłos i zapalenie krtani.
-kolejne rozstanie z chłopakiem.. < moze ja naprawde jestem z kamienia?, nei potrafie sie zakochać.
-kłutnie z rodzicami. < nic niezwykłego, coś codziennego..
i ta okrutna bezsennośc.

mi złe rzeczy przytafiają sie dziesiątkami..

a ostatnio było tyle szczęscia..
włosi z wymiany między narodowej,
wspaniały sylwester,
nawet świeta w miare dobrze mineły..
rola w szkole teatralnej.
czemu to wsyztsko sie tak szybko kończy?

szczęśliwego nowego roku.

ja?

2 komentarzy

mieszanka wygodnictwa, nieróbstwa, lenistwa, cynizmu i arogancji. niezadowolona z życia kreatura, z kilkoma pokręconymi osobowościami i specyficznym humorze, który pokochasz, albo znienawidzisz. Czasem zaskakuje sama siebie swoją niepoczytalnością, humorem lub inteligencją..
to podobno Ja. podobno napewno. napewno napewno.

i co dalej?
kim bede? co bede robic? gdzie bede mieszkac? jak bede wygladac? z kim bede? czy dalej bede miala przyjaciol? jakich bede miala przyjaciol? czy nadal bede sie interesowac tym czym teraz? a moze jutro umre?

cudnie

5 komentarzy

Cudnie jest.. az dziwnie wręcz.
Dziwnie bo
bo znowu mam ‚kajowe fazy’
bo znowu ciagle sie smieje
bo znowu poznaje nowych ludzi
bo znowu jetsem soba
bo robie to co lubie.
Fotografia.. (robei zdjeica wystzkeimu i wszystkim)
Teatr.. (cudowne warsztaty u Piotra)
Muzyka.. (orkeistra)
Plastyka.. (szkoła artystyczna)

a w Poneidziałek jade do Krakowa na Plener malarski na dni pare… i oprocz jedej wielkiej imprezy bede tez ‚dzialac tworczo’ jak tylko potrafie…

bo znowu nigdy milcze…

*******
a białe mendy wyfruwują.

niezauwazona

2 komentarzy

Jestem, lecz nikt nie mnie nie zauważa.
Krzyczę, lecz nikt mnie nie słyszy.
Widzę, lecz mnie, nikt nie widzi..

Pierwsze dni wrzesnia w wielkim stresie.
od 20. bede uczeszczala na caloroczne warsztaty teatralne do Akademi sztuki i kultury (na ul. JP2), tak wiec zaczynam sie „spełniać”, mam nadizej eze bedize dobrze :).


  • RSS